
Niedawno pisaliśmy o Brytyjce, która zginęła pod kołami własnego samochodu, kiedy uczyła córkę jazdy samochodem. Teraz mamy do czynienia z podobnym wypadkiem – tym razem z Austrii.
W Austrii sytuacja jest podobna, do tej w Wielkiej Brytanii. Do szkolenia kierowców nie jest potrzebny instruktor, a ni żadne większe kwalifikacje. Wystarczy posiadać prawo jazdy od kilku lat i już można nauczać np. swoje dzieci.
O tym, że nie jest to najbezpieczniejsze zajęcie boleśnie przekonał się mieszkaniec miasta Steyr na północy kraju, który szkolił swoją córkę. Podczas jednej z lekcji dziewczyna straciła panowanie nad pojazdem. Przebiła barierkę ochronną, przejechała 150 metrów i wpadła wraz z ojcem do rzeki. Gdyby nie natychmiastowa reakcja okolicznych mieszkańców oraz interwencja służb mogłoby się skończyć bardzo nieszczęśliwie. Ojciec z córką spędzili w wodzie ok. 20 minut. Karetka zabrała ich do szpitala ponieważ niebezpiecznie obniżyła się temperatura ich ciał
Obecnie ich życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Niestety w Polsce także dochodzi do podobnych wypadków. Niedoświadczeni, niekompetentni, nierzadko nie też nietrzeźwi „instruktorzy” na nieprzystosowanym sprzęcie szkolą młodszych kolegów, dzieci, dziewczynę itp. Tymczasem w Polsce jest to całkowicie nielegalne, a w razie złapania przez policję, taki wybryk raczej oddala od prawa jazdy, niż do niego zbliża.
PP
fot. oe24.at







Magazyn Motoryzacyjny dla Ośrodków Szkoleniowych. Merytoryczne wsparcie dla jednostki szkoleniowej, omówienie najważniejszych zmian legislacyjnych w branży.


Komentarze
Brak komentarzy