
Wiadomość o poparzonych dzieciach wstrząsnęła opinią publiczną. Dzieci paliły się w samochodzie, uratował je instruktor nauki jazdy, który szczęśliwie przejeżdżał obok.
Pożar zaprószyły prawdopodobnie same dzieci. Na podłodze częściowo spalonego seata znaleziono zapalniczkę. Dodatkowo wiadomo, że ich matka jest osobą paląca. Jak zapewniała, nigdy nie pali przy dzieciach.
O szkodliwości palenia w samochodzie słyszał zapewne niejeden kierowca i bynajmniej nie chodzi o problem sprzedaży śmierdzącego i szarego wewnątrz auta (choć oczywiście problemy takie występują). Chodzi raczej o bardzo duże niebezpieczeństwo pożaru.
Nawet podczas spokojnej jazdy rozżarzony popiół może spaść na tapicerkę i niespostrzeżenie doprowadzić do pożaru. Dzieje się tak zazwyczaj już po opuszczeniu pojazdu przez kierowcę. Podczas gwałtownej i szarpanej jazdy niebezpieczeństwo oberwania się popiołu jest oczywiście znacznie większe.
Nałogowe palenie może doprowadzić do wypadku. Co prawda nałogowiec zazwyczaj ma paczkę i zapalniczkę pod ręka. Jeżeli jednak nie ma, to zaczyna ich szukać. Oczywiście nie zatrzymuje się, to z kolei stanowi poważne zagrożenie.
Jeżeli już palący będzie miał wypadek, to niedopałek papierosa może doprowadzić, delikatnie mówiąc, do zaognienia sytuacji. Zdarza się, że podczas wypadku dochodzi do wycieku benzyny. Nikomu nie trzeba chyba tłumaczyć, co się stanie, gdy niedopałek spotka się z rozlanym paliwem.
Wady procederu mogłyby być jeszcze długo wymieniane, zalet brak.
Palących kierowców, jest bardzo wielu. Wśród nich są także instruktorzy, część z nich pali podczas nauki jazdy. O takich praktykach można przeczytać na forach internetowych, a to z całą pewnością nie przynosi chluby szkole.
red







Magazyn Motoryzacyjny dla Ośrodków Szkoleniowych. Merytoryczne wsparcie dla jednostki szkoleniowej, omówienie najważniejszych zmian legislacyjnych w branży.


Komentarze
Brak komentarzy