
Kierujący „pod wpływem”, to nie tylko pijani, ale także coraz częściej osoby będące pod wpływem środków odurzających. Spożycie najpopularniejszego z nich – marihuany w ostatnich latach znacząco wzrosło.
Dużo ostatnio mówi się o kacu. 21 czerwca ruszyła kampania „Nie jedź na kacu. Włącz Myślenie”. Jej grupą docelową są kierowcy, którzy bardzo często są nieświadomie pijani i o poranku, gdy w ich organizmie nadal jest alkohol, prowadzą pojazd. Po przespanej nocy są w stanie „jak na imprezie”, kac przychodzi dopiero potem.
Nie inaczej jest z kierowcami będącymi pod wpływem narkotyków. Problem w tym, że w Polsce brakuje wytycznych, które mówiłyby po jakim czasie od zażycia konkretnego narkotyku można prowadzić samochód. Powstanie takich wytycznych byłoby po prostu niepolityczne, zwłaszcza gdyby opracowała je policja. Narkotyki w Polsce są nielegalne i w zasadzie na tym się temat kończy. Jakikolwiek ślad w organizmie wskazujący na to, że kierowca miał kiedykolwiek do czynienia z narkotykami kończy się dla niego poważnymi konsekwencjami. Kwalifikacja czyna jest identyczna jak w przypadku prowadzenia auta będąc pod wpływem alkoholu (powyżej 0,5 promila). Dla policji nie jest istotne jaka w zdanym momencie jest sprawność psychoruchowa kierowcy i kiedy zażywał środki odurzające.
Porównywanie środków narkotycznych z alkoholem w zasadzie nie jest dobrym rozwiązaniem. Wszystkie razem (włącznie z alkoholem) są środkami odurzającymi i każdy z nich inaczej działa, inaczej wpływa na organizm, na sprawność, refleks i w różny sposób po nich organizm „wraca do formy”.
W jednej z wypowiedzi znany polski kierowca rajdowy Krzysztof Hołowczyc zdradził, że po naprawdę suto zakrapianej imprezie, by wrócić do maksymalnej formy potrzebuje nawet 2 tygodni. Mimo że następnego dnia(choć raczej wieczorem) alkomat nic nie wykaże, to jazda na poziomie mistrzowskim będzie niemożliwa.
Dywagowanie na temat, która niedozwolona substancja najkrócej „trzyma” jest bezcelowe, bo jak już wspomniałem jest to substancja nielegalna i nie powinno się w żaden sposób wskazywać, która z nich jest „najlepsza”. Dla przykładu – marihuana w moczu i we krwi znajduje się nawet po trzech miesiącach od zażycia. Boleśnie przekonał się o tym mieszkaniec Radzynia Podlaskiego, który w miesiąc po tym, jak palił „trawkę” miał kolizję drogową. Zbadano jego krew, a potem mocz. Organy ścigania wykryły tam ślady zażywania marihuany, co w efekcie doprowadziło do zatrzymania prawa jazdy, a sprawa została skierowana do prokuratury. Teraz młodemu mężczyźnie grożą dwa lata więzienia i zatrzymania prawa jazdy na 10 lat! Oczywiście, gdyby nie kolizja drogowa sprawa nie wyszłaby nigdy na jaw.
Czy to nasz problem?
Okazuje się, że powoli zaczyna to być problemem w szkoleniu kierowców. Jak wskazują oficjalne statystyki około 7 % młodzieży w wieku 15 – 19 lat zażywa marihuanę. W wieku 20 – 29 lat ten odsetek stanowi już 17% ogółu. Wiele z tych osób marihuanę pali regularnie. Wielu z nich wsiądzie potem do elki, by uczyć się jazdy. W tym miejscu pojawia się problem, który wielu instruktorom jest doskonale znany. Chodzi o to, że w sytuacji, gdy za kierownicą pojazdu nauki jazdy znajduje się osoba będąca pod wpływem, to instruktor jest za to współodpowiedzialny... O tym, że przepis ten jest mocno niedoskonały wie chyba większość szkoleniowców, ale takie mamy prawo. Wobec rosnącego spożycia marihuany i innych narkotyków zaczyna być to problem, zwłaszcza że instruktorzy niekoniecznie wiedzą jak rozpoznać osobę będącą pod wpływem. W przypadku alkoholu jest znacznie łatwiej (chociaż badać alkomatem kursantów nie wolno), dość szybko można wyczuć węchem, czy ktoś pił. W przypadku narkotyków jest znacznie trudniej, dlatego że objawy mogą się znacznie różnić w zależności od zażytej substancji.
Pełne statystyki spożycia narkotyków w Polsce:








Magazyn Motoryzacyjny dla Ośrodków Szkoleniowych. Merytoryczne wsparcie dla jednostki szkoleniowej, omówienie najważniejszych zmian legislacyjnych w branży.


Komentarze
Brak komentarzy