
Najpierw marzysz o tym, by w końcu zdać egzamin na prawo jazdy i otrzymać plastikowy prostokącik z wybitą odpowiednią kategorią. Kiedy dopniesz już swego, to zaczynasz marzyć o własnym samochodzie.
Jakąś wiedzę na temat motoryzacji każdy ma. Jedni chcą kupić diesla, innym zależy na kabriolecie, jeszcze inni chcą mieć przede wszystkim czerwony samochód. O ile masz do dyspozycji dość duże pieniądze – czyli takie, za które możesz kupić sobie samochód z salonu, to problem w sumie jest niewielki. Problemy zaczynają się, kiedy chcesz kupić samochód używany.
Opcji, żeby stać się posiadaczem auta używanego, jest kilka:
- zakup w komisie, idziesz, mówisz „ten” płacisz i masz,
- kupujesz od znajomego, kogoś z rodziny, kolegi znajomego,
- przeglądasz ogłoszenia w prasie lokalnej lub w internecie,
- korzystasz z usług firm sprowadzających auta zza granicy.
We wszystkich wspomnianych przypadkach należy uzbroić się w podejrzliwość, aczkolwiek w przypadku kupna od kolegi mamy zazwyczaj najmniej obaw.
Najwięcej czujności należy mieć w pozostałych trzech przypadkach. Często zdarza się, że reprezentuje je jedna osoba. Proces wygląda tak:
Zainteresowany kontaktuje się ze sprowadzaczem, określa jaki samochód chciałby kupić i czeka. Po jakimś czasie sprowadzacz dzwoni i oznajmia, że właśnie coś takiego znalazł. Uradowany klient udaje się zobaczyć wymarzone cudo. Jeżeli klient jest zadowolony, to zazwyczaj kupuje, jeżeli nie, to samochód trafia do komisu. Powody są rożne, bo albo klient po prostu się rozmyślił, albo coś mu nie zagrało np. na stacji diagnostycznej. Pechowy pojazd trafia zatem do komisu, ale nie tylko. Odmyte i upiększone autko jest fotografowane (często przez profesjonalnych fotografów, by wyglądało jak najpiękniej) i umieszczane na serwisach aukcyjnych i w ogłoszeniach. Prędzej czy później ktoś je kupi, bo testy zostaną przeprowadzone w zaprzyjaźnionej stacji diagnostycznej.
Tak niestety w wielu przypadkach wygląda handel używanymi autami. Oczywiście zdarza się, że sprowadzony pojazd jest jak najbardziej w porządku. Zdarza się też, że wcześniej był mocno rozbity i reanimowany w profesjonalnych salonach piękności samochodowej przez utalentowanych metaloplastyków.
Co jednak, gdy auto za żadne skarby nie chce się sprzedać? Trzeba pokombinować i co nieco znać się na obróbce grafiki...
Pewien pan chciał kupić sobie samochód Mitsubishi Galant z silnikiem diesla. Skontaktował się zatem z osobą sprowadzającą samochody zza granicy i po pewnym czasie dostał odpowiedź, że to dokładnie, czego szuka stoi sobie w Belgii i tylko czeka na zakup. Na poparcie swoich słów pan sprowadzasz podesłał kilka zdjęć pięknej maszyny, oto one:


Wszystko bardzo pięknie, tylko, że klientowi wydało się, że gdzieś już te zdjęcia widział. Zaczął szperać w internecie i okazało się, że się nie mylił. Uderzająco podobne zdjęcia widział na stronie z aukcjami internetowymi.

Jak widać poniżej zdjęcia różnią się jedynie tablicami rejestracyjnymi zaparkowanych w pobliżu aut. Pomysłowy sprzedawca nieszczególnie uzdolniony graficznie zmienił polskie tablice rejestracyjne na belgijskie. Tylko te bloki jakieś takie polskie.


red
Artykuł został napisany na podstawie znaleziska umieszczonego w serwisie wykop.pl







Magazyn Motoryzacyjny dla Ośrodków Szkoleniowych. Merytoryczne wsparcie dla jednostki szkoleniowej, omówienie najważniejszych zmian legislacyjnych w branży.


Komentarze
Paweł1974 - 21.12.2010
UWAGA NA HANDLARZY AUT W SZCZECINKU !! ZAKUPIŁEM AUTO OD GOŚCIA , KTÓRY WYGLĄDAŁ NA UPOŚLEDZONEGO I JAKBY MIAŁ WYTRZESZCZ OCZU ! SAMOCHÓD ZAREJESTROWANY NA JAKIEGOŚ KOWALSKIEGO , A ON NOWAK I WCISKA MI KIT , ŻE JEGO AUTA SĄ WSPANIAŁE I BEZWYPADKOWE - NIE UKRYWAM , DAŁEM SIĘ OSZUKAĆ !! SZAJS ! , AUTO OKAZAŁO SIĘ BUBLEM - WIĘC UWAŻAJCIE I KUPUJCIE AUTA Z PEWNEJ RĘKI NIE OD HANDLARZY !!!