
Opłata lotniskowa była swego czasu doskonałą formą naciągania podróżujących na dodatkowe koszty. Dziś podobne praktyki można zaobserwować w nauce jazdy.
Słynna już opata lotniskowa nie była częścią składową ceny biletu, przez co kwota do zapłacenia wydawała się być bardzo atrakcyjna. Niemiłe zaskoczenie czekało jednak turystów, gdy musieli wysupłać dodatkowe pieniądze. Proceder ten kwitł jeszcze parę lat temu, ale w końcu został zakazany.
Nieco podobnie wygląda dzisiaj sytuacja w nauce jazdy. Szkoły kuszą niską ceną kursu, a gdy już zdobędą kursanta, wtedy zaczynają się schody. Ukryte koszty o których wcześniej nikt nie wspominał potrafią znacznie podwyższyć prawdziwą cenę kursu. Problem pojawia się wtedy, gdy kursant ma przygotowaną ściśle odliczoną kwotę i więcej wydać nie może.
Gdzie się kryją opłaty?
Niedoświadczony, nieobyty, łatwowierny kursant może nie wiedzieć o tym, by w miarę możliwości tanio się przebadać przed przystąpieniem do kursu. Jeżeli tego nie zrobią, to oczywiście nie ma problemu. Lekarz przyjedzie do szkoły i wszystkich przebada. Standardowa cena 50 zł, ale bywa także i więcej.
Następnie trzeba przystąpić do wykładów, tam czeka kolejna niespodzianka – materiały szkoleniowe. Jak wynika z naszej sondy (z lewej strony na portalu),większość szkół materiały szkoleniowe oferuje w cenie kursu. Są jednak wyjątki, gdzie za książki, testy i multimedia kursanci muszą słono przepłacić.
Dodatkowe godziny – instruktor może uznać, że kursant nie opanował jeszcze sztuki kierowania samochodem w stopniu wystarczającym i potrzebne będą dodatkowe godziny, za które trzeba zapłacić.
Egzamin wewnętrzny – także oczywiście bywa płatny, a o tym, że niełatwo go zdać wie ten, kto płacił kilka razy.
Po tym wszystkim wystarczy już tylko zapłacić za egzamin państwowy i w końcu zdobyć prawko. Tutaj jednak także może czekać na kursanta lawina kosztów, ale to już osobny temat.
Wśród nieuczciwych praktyk najbardziej rozpowszechnione jest skracanie godziny z 60 do (lekcyjnych) 45 minut. To, niedoświadczonemu kursantowi dość łatwo jest wmawianie. Zdarza się również, że nauka na tylnym siedzeniu, gdy prowadzi ktoś inny także jest zaliczana na poczet wyjeżdżonych godzin. Operatywne szkoły potrafią znaleźć o wiele więcej metod na oskubanie kursanta. Wspomniane wyżej należą po prostu do tych najczęstszych.
W ten sposób z 800 zł za kurs robi się nagle 1200, albo i więcej. Hasło reklamowe - „najtaniej w mieście” i biznes się kręci. Problem w tym, ze na takich poczynaniach niektórych szkół tracą wszyscy, a przede wszystkim tracą kursanci. Tracą pieniądze, a często także czas, bo mogliby uczyć się gdzie indziej.
PP







Magazyn Motoryzacyjny dla Ośrodków Szkoleniowych. Merytoryczne wsparcie dla jednostki szkoleniowej, omówienie najważniejszych zmian legislacyjnych w branży.


Komentarze
zdziwienie - 29.08.2011
"Dodatkowe godziny – instruktor może uznać, że kursant nie opanował jeszcze sztuki kierowania samochodem w stopniu wystarczającym i potrzebne będą dodatkowe godziny, za które trzeba zapłacić." - A na benzynę kto mi da? Na siuśki mam jeździć? A Autor tekstu pracuje charytatywnie?